Wywiad z Prezesem

lewart herb perspektywaParaliż wywołany epidemią koronawirusa dotknął świat sportu, nie oszczędzając przy tym również niższych szczebli rozgrywkowych. O tym, co dalej z IV ligą lubelską, jak obecna sytuacja wpłynie na mniejsze kluby oraz jak trudny będzie powrót do wspólnych treningów po tak długiej przerwie, portal Lubsport porozmawiał z prezesem Lewartu Lubartów Maciejem Jaworskim.

Piotr Kmieć – LUBSPORT.PL: W ramach przygotowań do rundy wiosennej Lewart Lubartów rozegrał sześć sparingów, w których odniósł cztery zwycięstwa. Wydaje się, że piłkarze byli dobrze przygotowani do rozpoczęcia rundy wiosennej.
Maciej Jaworski: Mogę się z tym zgodzić. Przygotowania do rundy wiosennej planowane były z dużym wyprzedzeniem. Gdy w czerwcu podejmowaliśmy współpracę z trenerem Tomaszem Bednarukiem jedną z ważniejszych rzeczy, jakie omawialiśmy, były właśnie zimowe przygotowania. Przykładaliśmy do nich dużą wagę po to, aby zespół był przygotowany jak najlepiej pod każdym względem do rundy rewanżowej. Niestety, można już powiedzieć, że przynajmniej część tej wykonanej pracy będzie stracona przez przerwę, którą mamy. Nie zmienia to jednak faktu, że postępowaliśmy dobrze. Drużyna pracowała nad formą w sposób dobry, mocny i sumienny. Myślę, że tak czy inaczej, da to pozytywne efekty.

Zawieszenie rozgrywek spowodowało, że nad wieloma klubami, również tymi największymi zawisło widmo poważnych problemów finansowych. Czy mógłby Pan powiedzieć, jak aktualne zamieszanie wpłynie na sytuację finansową mniejszych zespołów o nieporównywalnie niższych budżetach, gdzie nie ma pieniędzy z praw telewizyjnych, a środki od sponsorów są o wiele skromniejsze?
Trudno to określić na ten moment, ponieważ temat przerwy i konsekwencji, zwłaszcza konsekwencji gospodarczych, pozostaje otwarty. Dopiero wchodzimy w najtrudniejszą fazę dla tej gałęzi. Wiele zależy od tego, jak dany klub był finansowany. Jeśli opierał się na budżecie miasta czy na budżecie gminy i na dotacjach, to jeżeli gmina, miasto czy samorząd nie wstrzymają finansowania, będzie miał pewnie trochę łatwiej. Z kolei, jeśli opierał się na sponsorach, a sponsor wpadnie w tarapaty, to problem będzie oczywiście gigantyczny. Zazwyczaj w klubach na tym poziomie jest jeden większy sponsor, na którym wszystko bazuje. Trudno mi wypowiadać się na temat ogółu. Poczekałbym też jeszcze z jakimikolwiek osądami. Oczywiście kłopot na pewno będzie, ale czy będzie on mały, średni lub ogromny i czy problem będą miały dwa, trzy kluby i więcej, to dopiero czas pokaże. U nas jest to wszystko na szczęście w miarę szeroko rozłożone. Mamy wsparcie miasta i sponsorów, których jest całkiem sporo. Rozmawiamy też z kolejnymi. Przykładowo, jeśli sytuacje wstrzymania produkcji w jakichś firmach przez kryzys czy poważniejsze tąpnięcia gospodarcze w tych branżach nie będą miały miejsca, to myślę, że jest szansa na to, aby przejść przez ten czas w miarę suchą stopą. Niemniej też musimy przygotować się na taką ewentualność, że jakiś sponsor wycofa się, a inny zmniejszy finansowanie i trzeba będzie pewne rzeczy przedefiniować oraz racjonalnie podejść do zaistniałej sytuacji. Chodzi zwłaszcza o drugie półrocze, bo na to pierwsze nie mamy już wpływu. Podejrzewam, że i tak liczenie strat oraz czekanie na konsekwencje potrwa jeszcze kilka miesięcy. My jako klub Lewart Lubartów jesteśmy przygotowani na wszystko, a ja jako prezes klubu jestem przygotowany na to, żeby pewne zmiany w funkcjonowaniu klubu i drużyny nastąpiły.

W tym momencie dywagacje na temat tego, co dalej z rozgrywkami przypominają wróżenie z fusów. Niemniej gdyby miał Pan wskazać wariant, który prywatnie wydaje się Panu najbardziej prawdopodobny, to byłoby to?
Myślę, że zakończenie rozgrywek. Wydaje mi się, że nie wyjdziemy na boisko do końca czerwca, chociaż bardzo bym tego nie chciał. Zawsze jestem za tym, żeby dokańczać sezon sportowo. Jeśli będzie okazja zagrać w czerwcu pięć czy sześć meczów, to należy to zrobić. Nawet jeżeli sytuacja będzie wymagała rozgrywania spotkań bez udziału publiczności czy z innymi nadzwyczajnymi środkami ostrożności. Chcemy grać na tyle, na ile nam tylko możliwości logistyczne pozwolą, nadto jeśli nie wszyscy piłkarze byliby w pełni swojego zdrowia i jeden czy dwóch byłoby z jakichkolwiek powodów niedostępnych. Mamy na tyle szeroką kadrę, że sobie poradzimy z tym. Nie wiem, jak inne kluby będą do tego podchodziły. Z tego, co słyszałem, to jest koncepcja, żeby podzielić ligę na dwie części i dogrywać taką jakby rundę finałową. Jest to jakiś kompromis. Jestem praktycznie przekonany, że dogranie kilkunastu kolejek do końca tak, jak wynika to z terminarza, w jakimś innym rozłożeniu czasowym jest absolutnie niemożliwe. Nie ma co się łudzić, że za dwa tygodnie albo za miesiąc będzie sytuacja aż tak czysta, żeby próbować grać nawet od początku maja do końca czerwca co trzy dni. Musimy myśleć o jakimś uproszczeniu. Chciałbym, żeby wszelkie decyzje zostały rozstrzygnięte na boisku, a jeśli to się nie uda, to zobaczymy, co ustali góra. Oczywiście podstawą w tym wszystkim jest to, co zrobi Państwo. Jeśli władze państwowe będą zabraniały organizacji jakichkolwiek imprez, w tym meczów, to nie będzie w ogóle tematu. Jeśli jednak pojawi się zielone światło do tego, aby grać, to trzeba zastanowić się, na ile na poziomie IV ligi kluby są w stanie zapewnić bezpieczeństwo sobie, zawodnikom i ludziom biorącym udział w organizacji spotkania. Raz, że trzeba uważać na zdrowie, a dwa, że trzeba próbować tę ligę dogrywać, aczkolwiek też nie za wszelką cenę.

Jak przyjąłby Pan potencjalną decyzję o tym, że sezon zostaje w całości anulowany i nikt w tym roku nie wywalczy awansu?
Nie płakałbym. Oczywiście wolałbym, żeby zapadła decyzja o podtrzymaniu tabeli, ale absolutnie zrozumiałbym i takie orzeczenie. Patrząc tylko na IV ligę lubelską, gdzie tabela jest dosyć płaska, byłaby to bardziej logiczna decyzja. Na pewno zakończenie ligi w połowie jest niesportowe i niezbyt sprawiedliwe zarówno ze względu na czołówkę, jak i na zespoły, które znajdują się w dolnych rejonach stawki. Z tego, co czytam i słyszę, wynikałoby, że w przypadku najwyższych lig będą jednak awanse. Nie wiem, czy będą spadki i jeśli tak, to w jakim zakresie, bo o tym mniej się mówi. Podejrzewam więc, że pójdzie efekt domina i będzie po prostu kończony sezon z aktualną tabelą. Na pewno nie można mieć do nikogo pretensji, ponieważ nie ma wielkiej satysfakcji z wywalczenia awansu na bazie połowy sezonu. W sporcie chodzi przecież o to, żeby mieć radość z wykonanej i z dokończonej pracy. Zasady obejmowały mecz “każdy z każdym”, zatem tak to powinno się zakończyć. Oczywiście, jeśli kluby dogadają się co do szybszego zakończenia rozgrywek, to w takiej nadzwyczajnej sytuacji można to zaakceptować. Jednak wywalczenie awansu w sezonie rozegranym w 50% nie daje żadnej przyjemności ani zadowolenia. Poza tym gra w III lidze też nie byłaby dla nas zbyt łatwa po ponad półrocznej przerwie od rozgrywek.

Decyzja PZPN-u o zawieszeniu wszystkich rozgrywek do 26 kwietnia oznacza, że przepadnie co najmniej sześć kolejek IV ligi lubelskiej. Odrobienie ich w innym terminie wiązałoby się prawdopodobnie z koniecznością rozegrania kilku spotkań w środku tygodnia. Czy dla zespołów z niższych lig stanowi to większy problem organizacyjny niż dla klubów z wyższych klas rozgrywkowych?
Na pewno dużo większy. Zwłaszcza że większość piłkarzy to zawodnicy, którzy nie grają w piłkę profesjonalnie, a mają prace, biznesy czy uczą się. Granie meczu w każdy wtorek bądź w środę, nawet jeśli jest to mecz rozgrywany o 17:00, wiąże się ze zwalnianiem z pracy, ze szkoły oraz z innych obowiązków. Jest to kłopot, bo na poziomie IV ligi, mimo tego, że jest to poziom amatorski, to jest konieczność dalekich wyjazdów. Są miejscowości, które są od siebie oddalone o ponad 100 kilometrów. Nie jest to rozwiązanie łatwe pod względem logistycznym dla mniejszych klubów. Przy jednej, dwóch kolejkach to jeszcze nie jest jakiś wielki problem, ale jeśli tych kolejek środowych miałoby być na przykład pięć, to uważam, że sytuacja robi się nieciekawa. Poza tym grając co trzy dni na pewno pojawią się urazy, zwłaszcza po takiej przerwie od treningów, jaką mamy teraz.

Jak trudny będzie powrót drużyny do regularnych treningów grupowych po takiej przerwie?
Myślę, że będzie duża niepewność, ale przy tym też oczywiście głód boiska i głód przebywania grupy ze sobą. Bardzo ważne jest też to kiedy będzie można wrócić do jakichś treningów grupowych, kiedy będzie startowała liga i jak długo to będzie trwało. Potrzebny jest plan, nawet prowizoryczny, który pomógłby nam wszystkim przygotować się na to, co przed nami. Pamiętajmy tylko o tym, że powrót do treningów musi nastąpić w sytuacji maksymalnie bezpiecznej dla zdrowia.

W związku z tym, że runda wiosenna nie została rozpoczęta, to okno transferowe pozostaje otwarte. Czy w związku z tym w Lewarcie możemy spodziewać się kolejnych wzmocnień?
Nie, my zdążyliśmy już zamknąć kadrę. Można nawet powiedzieć, że przeprowadziliśmy nadprogramową ilość transferów. Może okazać się, że będą one niepotrzebne, bo umowy wypożyczeń czy nasze kontrakty z zawodnikami pokończą się w czerwcu. Zrobiliśmy wszystko, żeby przygotować się do walki o utrzymanie pozycji lidera i do skutecznego grania później w III lidze. Nie mogliśmy przewidzieć takiej sytuacji, w której rozgrywki zostały wstrzymane czy zakończone. Jako prezes mam czyste sumienie, ponieważ w tej kwestii zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Mamy mocną kadrę i to taką, że jeśli udałoby się ją utrzymać, to też nie musimy robić zbyt dużych ruchów w kontekście ewentualnego awansu. Zakładam, że wiele okolicznych klubów na poziomie III ligi w lecie może się nawet osłabić ze względu na problemy finansowe. Orientuję się mniej więcej, jak te kluby są finansowane i w niektórych z nich może być po prostu różnie z finansami. Myślę, że naszą szansą byłoby zatem również to, że tę kadrę, którą zbudowaliśmy pod kątem rundy rewanżowej mamy już niemalże gotową, a może nawet w 100% gotową, do tego, żeby podjąć walkę.

Zaplanowany na 29 lutego sparing z Podlasiem Biała Podlaska został odwołany z powodu problemów zdrowotnych znacznej części zawodników Lewartu. Jak aktualnie wygląda sytuacja zdrowotna w drużynie?
Dobrze i z tego, co wiem, nikt nie narzeka na zdrowie. Jeśli chodzi o sparing z Podlasiem Biała Podlaska, to rzeczywiście tych przeziębień było bardzo dużo, bo ponad połowa zespołu była dotknięta dolegliwościami. Ponadto w środku tygodnia rozchorował się również trener, więc jechanie autobusem pełnym przeziębionych ludzi na mecz nie miało sensu. Chłopaki zdążyli wrócić do zdrowia już w ciągu tygodnia od tamtego niedoszłego sparingu i to jest najważniejsze.

Czy w związku z panującym koronawirusem zostały w Lewarcie podjęte jakieś specjalne środki ostrożności?
Nie. Od momentu, kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze przypadki zarażenia, odbył się tylko jeden trening. Szybko została podjęta decyzja przez trenera o tym, że zawieszamy treningi i że nie będziemy narażać zawodników. W tym momencie nasi piłkarze pracują według rozpisek sztabu szkoleniowego. Będą tak ćwiczyli, dopóki sytuacja nie będzie w miarę stabilna, czyli biorąc pod uwagę decyzję, jaką ostatnio wydał Rząd, można założyć, że do Świąt Wielkanocnych. Patrząc z czysto sportowego punktu widzenia, to treningi należałoby wznowić jak najszybciej, ale najważniejsze teraz jest to, żeby działać bardzo ostrożnie.

źródło: Lubsport.pl

MKS Lewart Lubartów współfinansowany jest ze środków budżetu Miasta Lubartów.

Sponsorzy główni

Miasto Lubartów
1543

Wspierają nas

UNI-FORMPLAST

sponsor wibro logo

Plan letnich sparingów

27.06 Świdniczanka 1:3
04.07 Granit Bychawa 2:0
08.07 Avia Świdnik 2:5
11.07 Stal Kraśnik 0:4
15.07 Lublinianka g. 18:00 w Lublinie
18.07 Powiślak g. 12:00 w Końskowoli

24.07 Siarka g 15:00 w Tarnobrzegu

Twitter

Urodziny

... nikt nie obchodzi urodzin w ciagu najblizszych 5 dni.

Polecamy strony

mecze na żywo        wyniki na żywo

Polecamy

piotr wolowik fotografia